Część II


Cybersquatting – „z czym to się je”

Zacznijmy, zatem od rozszyfrowania pojęcia „cybersquatting”. Cybersquatting jest to czyn nieuczciwej konkurencji, polegający na rejestrowaniu domen internetowych o nazwach identycznych, bardzo podobnych bądź sugestywnych do nazw firm, marek, osób, produktów, następnie próbie sprzedaży ich po cenie znacznie wyższej, aniżeli w normalnych warunkach. Wbrew temu, co mówią w mediach cybersquatting dotyczy zarówno nazw zastrzeżonych jak i niezastrzeżonych. Oznacza to, iż nie musi odnosić się tylko i wyłącznie do znaków towarowych.

Przykładem praktyki cybersquattingu z życia wziętym, jest spór siedemnastoletniego Mike’a Rowe ze spółką Microsoft. Nastolatek uznał, że świetną formą promocji będzie zarejestrowanie domeny MikeRoweSoft.com. Światowy gigant zareagował niemal natychmiast – domena została usunięta. Innym przykładem, również dotyczącym Microsoftu była sprawa polskiej firmy „Microsoft” zajmującej się handlem roślinami leczniczymi. Firma ta założyła domenę Microsoft.pl, a następnie wystawiła ją na sprzedaż. Sprawa skończyła się sporem sądowym, którego efektem było to, iż „rośliny lecznicze” musiały zapłacić gigantowi odszkodowanie w wysokości 30 000 złotych. Jedną z pierwszych spraw dotyczących cybersquattingu, była sprawa z lat 90’Amerykanina, który na swoim koncie miał takie domeny jak lufthansa.com czy britishairways.com.

Udowodnienie cybersquatting nie jest rzeczą prostą. Jeżeli wykażemy jednak, że podmiot działał względem nas w złej wierze bądź próbował nakłonić nas do wykupu domeny w celu korzyści majątkowych, sprawa przybierze pozytywny dla nas obrót.